Sen

Moje Dziecko nieustannie mnie zaskakuje… A może to ja sama siebie zaskakuję myślą o dziecku? Pewnie też. Śpi, hmm… śpi kiedy chce :) A już na pewno nie śpi, kiedy ja tego chcę ;-P Niejednokrotnie jako Matką podczas wieczornego karmienia, kiedy to już ani nogi ani ręce z wyczerpania niedomagają, mówię do Ami: Śpij, śpij już dziecino, sen dobrze Ci zrobi, dzięki niemu będziesz duża i miała mnóstwo energii (to życzenie zawsze się spełnia) na kolejny dzień. A w duchu, już do siebie: Ona zaśnie, wtem i ja szybciutko siup! do łóżka i dziś się wyśpię! Wtem niespodzianka! Dziecko nagle stwierdza, że wcale nie chce jej się spać! To jest ten czas… Jak mówi nam w ostatnim czasie internet „Padłaś? Powstań, popraw koronę i zasuwaj!” No! To tak sobie zasuwamy podczas długich, bezsennych nocy, okrążając pokój pierdyliard razy w oczekiwaniu na Morfeusza. Zaśnie, przecież w końcu zaśnie… Nadzieja mówi, że idąc spać później, dłużej pośpi, lecz doświadczenie jest innego zdania i już jak złośliwa osa bzyczy w głowie: ta noc będzie krótka… Uroki, ach uroki macierzyństwa, ciekawe jak u Was? ;-)

Palony bakłażan.

Palony bakłażan jest bardzo modny w tym sezonie. Mam z nim styczność już po raz drugi. Nie. To nie jest kolor… To mój dzisiejszy obiad… Tak to wygląda, gdy Szanowna Panna Amelia budzi się w momencie, gdy trzeba opróżnić piekarnik. Potykając się o nogę od stołu (ależ nie, przecież wcześniej jej tu nie było!) lecę wyjąć rozdarte i piszczące Dziecię. Najnormalniej jak to tylko możliwe, jak co dzień, karmię ssaka i nieoczekiwanie czuję go. To palony bakłażan daje o sobie znać. Już dociera do mnie z kuchni. No cóż, tym razem byłam szybsza od czujki dymu i zdążyłam wywietrzyć chałupę. Jakby ktoś pytał, obiad bardzo smaczny, a skórka sama ochodziła od miąższu ;-)

Pozycja numer 2. Śpiworek!

2. Śpiworek – drugie odkrycie roku!

Kolejny etap po rożku. Albo zamiennik, kiedy rożek jest w praniu, bo i tak się zdarza. Kiedy np. dziecku się uleje, lub zmęczona Matka przewija Malucha zamiast na przewijaku to na rożku, bo tak wygodniej. I wtedy to najmłodszy członek rodziny nagle stwierdza, że jeszcze pieluchy nie zapełnił w stu procentach, więc szybko musi to nadrobić i świetnym pomysłem jest wykorzystanie do tego celu rożka :D Ale wróćmy do sedna. Śpiworek był moim faworytem przez dłuższy czas. Zapinany na zameczek przez połowę obwodu (uwaga, by nie przyciąć dziecka!), a na ramionkach na zatrzaski. Poza funkcją nocną i ogólnie „spaniową” był doskonałym narzędziem służącym do przewożenia Dzieciaczka w wózku na spacerze w cieplejsze dni.

Dla wynalazcy śpiwora przyznaję medal! :) Od Tak Jak Matki :)

Rożek. No niby po co ten rożek???

TOP 15 pierwszych 3 miesięcy – wstęp.

Zginęłabym. Zginełabym, gdyby nie pewne bardzo użyteczne produkty, bez których nie wyobrażam sobie tych pierwszych miesięcy życia z moim dzieckiem. Co się działo zanim odkryłam, że ich potrzebuje? Płacz, nocne budzenie i to częste, trudności w uspokojeniu Małej i wiele innych niedogodności…

Cóż takiego to było?

1.            Rożek.

rożek

Zginełabym, umarła śmiercią tragiczną z wycieńczenia, osłabienia i niemożności życia! Położne trąbią, by karmić dziecko bez żadnych dodatkowych okryć między Wami. Niby tak i początkowo też w ten sposób podawałam cyca. Ale potem… Jak wiadomo taki mały ludzik tylko śpi, je i …. No wiadomo, co jeszcze :D Czyli w trakcie jedzenia najczęściej Buber zasypiała i trzeba było ją odłożyć do łóżeczka. Dziecko ogrzane od mojego ciała kładłam na zimną poduszkę i przykrywałam nienagrzanym kocykiem… No masakra! 5 minut snu, albo od razu budziła się, jak tylko jej policzek dotykał poduszeczki. I od nowa: cyc, kołysanie, sen i tak w kółko. Projekt ROŻEK zakładał, iż karmienie będzie się odbywało w nim, a co za tym idzie później dzieciaczek będąc w swoim nagrzanym, ciepłym gniazdku odkładany był do łóżeczka. Zauważalna poprawa – sen zaczął przekraczać 30 minut, ha! Powiem więcej! Zdarzało się nawet, że w ciągu dnia potrafiła przespać 3,5-4 godziny. Tak, było, oj było… Teraz już nie :)

foto ze strony 
http://www.poscieldladzieci.pl/

Milion pomysłów i… nic.

Mam pomysł! Napiszę notkę! To znaczy napiszę, jak będę miała czas, czyli jak nie będę zajęta, jak nie będę padnięta odpoczywała patrząc w sufit i jednocześnie jak nie będę spała. Hmmm… To trudne. To znaczy ja mam czas i to czas wolny! Bo to taki czas, kiedy nie robi się nic szczególnego, prawda? No! To ja taki czas mam, kiedy śpię! Cholera, ale wtedy też trudno pisać… Ech, Matka o pięćdziesięciu twarzach to taka Matka, która chce wszystkiego od życia. Przede wszystkim chce zaspokoić potrzeby dziecka, a wszystko inne robić, gdy dziecko śpi. Bo dziecko przecież śpi. To znaczy śpi czasami. Ale Tak Jak na Matkę przystało, to Matka czasami wtedy też śpi. I znów nici z pisania.

Wiem! Przecież jak karmię – a karmię często, bo na żądanie i piersią – to mam czas wolny! I nie śpię!!! :D Więc mogę coś napisać. Yyyyy, no nie tym razem, Niuniek mały stwierdził, że jedzenie na siedząco jest do bani i latam po chałupie, trzymając dziecko przy piersi. Szlak! Znowu nic nie napiszę.

To jest to! Jest noc, Szkarbek je praktycznie śpiąc. Napiszę coś! Hmmm… Ale mi spać się chce, może jednak zasnę przy karmieniu… No nic to, po godzinie stwierdzam, że ani notki ani snu nie widać :D

Teraz już mi się uda! Amelka śpi, obiad zjedzony, gary zmyte, pranie wstawione, poskładane, koty wygłaskane, maile odebrane, zadania wykonane. Siadam i piszę! A może jednak nie, bo ktoś jest głodny już :)

Ok, przyznaję się bez bicia, mam obsuwkę w pisaniu. To się zmieni, jak tylko będę miała czas. Kiedyś przecież będę go miała :D

Starająca się Tak Jak Matka

Na szczęście miałam zapalenie piersi…

Krótki wstęp:
Dziecię urodziło mi się z tzw. żabką pod językiem, to znaczy miała pod języczkiem pęcherzyk nabiegły prawdopodobnie śliną, która tam zalegała, z powodu zatkanej ślinianki. Samo to nie znika jak Wieża Eiffla przy zdolnościach Copperfield’a, musi być usunięte chirurgicznie. A przynajmniej tak nam mówiono. Specjalista obejrzał Córcię jeszcze w pierwszym miesiącu życia i zawyrokował – operacja. Mimo, że starałam się o tym nie myśleć, to stres zżerał mnie powolutku, kawałeczek po kawałeczku. Byłam twarda, gdy ludzie patrzyli. Tylko czasami pozwalałam sobie pochlipać na myśl, że moje Maleństwo będzie pod narkozą poddane operacji. Aż pewnego dnia po długotrwałym zastoju mleka pojawiło się zapalenie. Niby związek żaden, a jednak! Co robić? Okłady ciepłe, zimne i oczywiście przystawiać dziecko jak najczęściej. Czyli rano, popołudniu, w nocy, gdy głodne, gdy nie głodne, gdy chce i gdy nie chce, kiedy jest mleko, ale też i wtedy, gdy pierś „pusta” jest. No nie powiem, dużo wysiłku nieraz kosztowało moje Dziecię jedno karmienie. I pewnego dnia M. pyta jak nasza żabka. Ja tam „pacze” i nic. Przyglądam sie drugi raz i też nic nie widzę. Dżołk jakiś czy co? Wyginamy się oboje, by dojrzeć, gdzie ta żabka i nadal nic. Ufo. Było i nie ma. Cóż takiego się stało? Mocne ssanie najprawdopodobniej spowodowało przetkanie kanalika i swobodny przepływ. Hurra, hurra! Kamień z serca spadł. Jak dobrze czasami mieć zapalenie piersi :-D

„Uhahana” Tak Jak Matka

Terroryści są wśród nas…

Terroryści. Manipulatorzy. Jak zagrają tak skaczemy. Jesteśmy na każde zawołanie, na każde skinienie, na każdy najmniejszy gest zwyczajnie podwijam kiecę i lecę. Kto? Kiedy? Gdzie? Do kogo? No a jakże, do mojej najukochańszej Córeczki, która ma oboje rodziców w garści i nie wypuszcza! :) 20141127_120606-001

Moja kochana terrorystka dobrze wie, jak mnie podejść. Wystarczy, że kwiknie niczym nadepnięta piszczałka, a ja już w te pędy lecę do niej, nie zważając na przydepniętego po drodze kota. Nieszczęśliwy kot na chwilę obecną jest pozbawiony zaledwie głaskania i przysypiania na moich kolanach, a jego wylegiwanie się na środku schodów nie zawsze kończy się dla niego dobrze, ale to błahostka. Lada moment będzie pozbawiony również sierści, gdy Amelka zdecyduje się zacisnąć piąstkę na grzbiecie, a paluszki bardzo niechętnie rozprostowuje…

Manipulatorka. Już dziś rozpoznaję u niej nieposkromione pokłady głęboko zakorzenionych umiejętności manipulatorskich. Widzę z dnia na dzień coraz częściej, że robi to wręcz celowo! Ja ją do łóżeczka, by pospała, a sama bym mogła zrobić sobie chociaż kanapkę i naładować jakkolwiek baterie, a ona już! Oczy szeroko zamknięte do tego stopnia, że rzęsy zahaczają o brwi. I gęga, by się nią zająć, wziąć na ręce i okazać odrobinę uwagi. No też coś! Ma przecież od wczoraj skończony cały miesiąc! Mogłaby się zająć sobą tak z pół dnia chociaż! :P Zamiast angażować w każdym momencie biedną Matkę, nie dając ani chwili wytchnienia! Tylko tulić i tulić, karmić i karmić, a spać najlepiej na Mamie lub Tacie. Nie ma dla nas litości…

8084964915_16bec8ed1e_b

Oddaję całe serce i duszę, przyciskam do piersi, by było ciepło i bezpiecznie – z całych sił (ale nie duszę!). I co dostaję w zamian? Na początek obwisły brzuch i rwę kulszową w podzięce za 9 miesięcy noszenia pod samym obolałymi żebrami i niedomagającymi, uciśniętymi płucami. Fioletowe wory pod oczami zupełnie jak niejeden po walce w MMA. Piersi jak dobrze pójdzie sięgające do kolan, ni w ząb nie przypominające tych, które widzę na zdjęciach z zeszłego lata. Jeszcze trochę, a będę mogła zwijać je niczym plik banknotów obwiązywanych gumką recepturką. I broszki! Zdobywam wiele, wiele broszek. Broszki są z surowca naturalnego, jednego rodzaju – mleka. Broszka jest na koszuli nocnej, na koszuli dziennej, znajduję ją na pościeli, prześcieradle, ale też na swetrze, czy spodniach. I oczywiście w broszkach jest całe dziecko! A potem tylko prać, choć też nie ma kiedy, bo przecież mały Klesc wisi przy piersi. Co za życie!

Pisząc te słowa z przymrużeniem oka, tak naprawdę piję do tych kobiet, które po urodzeniu dziecka nieustannie narzekają. Że nie mają na nic czasu (ja też nie mam), że źle wyglądają (ja też, ale to kwestia pracy nad sobą, ja jeszcze nie miałam na nią czasu :D), że nie śpią (ja też nie śpię), że nie mogą zrzucić „wagi” (proponuję z trzeciego piętra przez okno, bardzo szybko spada), że życie się wywróciło do góry nogami i tęsknią za starymi czasami (a niby co miało się stać, gdy zależny jest od nas taki mały, bezbronny człowieczek?!?!), że przyjaciele się poodwracali (cóż, widać jakimi byli „przyjaciółmi”) i wszystko tylko źle, źle, źle. Ale czy naprawdę jest AŻ TAK ŹLE? Ja nie wyobrażam sobie już innego życia. Nie potrafię sobie przypomnieć, co mnie tak bardzo cieszyło, jak obecnie dotyk mojej Córki. Kiedy przed ciążą wzruszyłam się do łez jak w momencie, gdy pierwszy raz usłyszałam u lekarza bicie serca mojego dziecka. I w życiu jeszcze nie miałam skuteczniejszego bodźca do podniesienia się z łóżka niż głodowy pisk Amelki :D

(Nie)narzekająca Tak Jak Matka

Piersioczek

breast 2

Przystosowanie kobiecego organizmu po urodzeniu małego ssaka nie przestaje mnie zadziwiać. Nader często odkrywam nowe możliwości drzemiące we mnie, których nigdy wcześniej nie wykazywałam, jak i nowe zastosowanie teoretycznie dawno poznanych już organów. Dajmy na to taki sen. Niby człowiekowi jest potrzebny, wręcz niezbędny do życia. A tu co? Jajco! Okazuje się, że śpiąc jakieś 10 godzin na tydzień też można przeżyć i całkiem nieźle się przy tym bawić, np. w wolnej chwili wstawić pranie, rozwiesić, poprasować, odkurzyć, zmyć naczynia i w 3 sekundy się wykąpać :D A do tego jakie tempo! Sama siebie nie poznaje! Dawniej po 3 godzinach w domu nadal zastanawiałam się czy coś zrobić, czy może odłożyć te czynności na jutro. Dziś w 3 godziny jestem w stanie zrobić niemalże wszystko. Jak się okazuje dla Matki nie ma rzeczy niemożliwych! Ale o czym to ja chciałam?

breast

No tak, piersioczek… Nie dalej jak 2 dni temu doznałam olśnienia. Ja nie mam już piersi, ja mam PIERSIOCZKI! Czymże są piersi kobiece? Są to te części ciała, które mają za zadanie nadać kobiecie atrakcyjności i zazwyczaj przyciągać męskie spojrzenia, jakby to powiedziała pewna znana z filmów przyrodniczych lektorka: aby dorodny samiec oceniając pierś mógł podjąć decyzję, czy wybrana samica jest w stanie wykarmić ich potencjalne potomstwo. Zastrzegam, iż to zastosowanie ma odzwierciedlenie w rzeczywistości jedynie do czasu powicia potomstwa! Natomiast później, u kobiety karmiącej? No, to już jest osobna historia. Później funkcja piersi zostaje zachwiana, a konkretnie przekierowana z samca na młodego ssaka, który to tę pierś potrzebuje dużo bardziej aniżeli wcześniej wspomniany tatuś :) Pierś już nie jest tą samą piersią. Teraz służy jako bar mleczny i smoczek jednocześnie! Pijawka zgłodniała? Cycuś. Dzidzia jest marudna? Cycuś. Maleństwo ma czkawkę? Cycuś. Szkrab chce spać, ale nie może zasnąć? Cycuś! Cycuś, cycuś, cycuś… Ale ta Matka Natura mądra! Piersioczek + dziecko to machina samowystarczalna! Nic więcej do szczęścia temu małemu człowieczkowi nie potrzeba. A uśmiech na twarzy Matki, gdy Amelkę ogarnia błogi spokój – nieoceniony i łzy szczęścia na polikach :)

Wszystko się zmienia, moje tempo też, mam Takie Jak Matka!

Uśmiech!

5086090931_3a32339b0d_b

Książki, aplikacje, ulotki, książeczki instruktażowe i inne. Pochłonęłam tego typu lektury na tony. Chcąc oddać wszystko z czym miałam do czynienia w okresie ciąży do skupu makulatury, nieźle bym się obłowiła, bo przecież teoria pięknie napisana jest, a realia swoją drogą.

Wyczytałam wszystkie literki z dostępnych mi opracowań rozwoju noworodka w poszczególnych miesiącach. Bardzo zaciekawiło mnie, kiedy u takiej kruszynki pojawia się na buziolku uśmiech. Jedna książka mówi, że nie wcześniej niż w drugim miesiącu, treści w innych materiałach edukacyjnych zwiastują uśmiech pod koniec pierwszego miesiąca, a jeszcze inne, że to sprawa bardzo indywidualna. I z tą ostatnią wersją się zgadzam. Moja Córcia zdecydowanie nie podporządkowuje się pod ogólnie przyjęte standardy. Uśmiech u niemowlaka? Tak, już go widziałam, pojawił się. Córeczka rozkosznie rozchyliła drobniutkie usteczka, wytykając malutki języczek i cichutko wzdychając. Kiedy to było? Jeszcze w pierwszej dobie życia, miała jakieś cztery czy pięć godzin życia za sobą. Zresztą, po co Maluszek miałby czekać, nie wiadomo jak długo na pokazanie gołych dziąsełek swoim rodzicom? :P Doświadczenie jakich mało, a ja jak zwykle rozbeczałam się, bo jaka ona rozkoszna, jaka cukierkowa, same „ochy” i „achy”. Choć muszę się przyznać, że jeszcze niedawno sama patrzyłam z ukosa na te wszystkie zwariowane Mamuśki rozpływające się nad swoimi dziećmi. Także przyznaję się, mój Dzieć zawrócił mi w głowie i zwariowałam na Jej punkcie, bo MOJA Córcia jest przecież najpiękniejsza, najmądrzejsza, najlepiej się rozwija, naj, naj, naj. :D No, może tylko nie jest naj – ubrana, bo jeszcze nie doszłam do wprawy i jej ubranka wiecznie zalewam mlekiem, ot, taka dodatkowa ozdoba na np. śpioszkach. W zasadzie jakaś równowaga musi być, ona na mnie „bleee”, a ja jej mleczne groszki na bodziaku :D

Wracając do uśmiechu na twarzyczce córci, w dalszym ciągu biegam dookoła Aniołka z telefonem w pogotowiu, by taki uśmiech uchwycić na zdjęciu, choć chwilowo nadaremnie, mój Aniołek ma zdecydowanie szybszy refleks ode mnie. Ja wyjmuję aparat, a Ona już ma kwaśną minę… No nie wiem, spodziewa się zdjęcia czy co? Pewnie się obawia, że wstawię jej zdjęcie na blog lub na fejsa :D

Pozdrawiam,
Tak Jak Matka

30 Października 2014 część I

Mamy już skończony pierwszy tydzień życia. To znaczy Amelka, ja trochę więcej niż tydzień :-) Uczymy się siebie nawzajem. Ja ją w jakiej pozycji należy pić mleko, ona mnie w jakiej pozycji to mleko pić będzie. Na tym etapie nie wypracowałyśmy jeszcze kompromisu i zdecydowanie racja Amelki jest na wierzchu… Póki co przegrywam w przedbiegach i jeszcze się z tego cieszę jak głupi do sera.

Jednak doczekałyśmy terminu wyznaczonego na cc. Mimo wcześniejszych niedogodności – udało nam się :) Zbieg okoliczności jaki temu towarzyszył, zdarza się raz na milion przypadków!

Na całe szczęście wyjechaliśmy dzień wcześniej w pobliże szpitala. W przeciwnym razie prawdopodobnie przed porodem, przeszłabym zawał (rodziliśmy 120 km od domu). Dnia wyznaczonego, wczesnym rankiem – a może to jeszcze noc? – obudziłam się z bólem: godzina 04:30. Pomyślałam, że to pełen pęcherz uciska na macicę, która zareagowała nagłym skurczem. No nic to. Przeczekałam ból, jak to bywało wcześniej i poszłam spać dalej. Nie minęło więcej jak godzina i znów ból przerwał mój sen – 5:30, ale tym razem pęcherz nie mógł spowodować skurczu… Jako wyrwana ze snu, w końcówce ciąży, zmęczona kobieta nie zastanawiałam się nad tym długo, wygięłam się w pałąk, przeczekałam, aż dolegliwość odejdzie i znów zasnęłam. Budzik nastawiony na 6:30 nie zdążył mnie obudzić, ponieważ dwie minuty wcześniej zrobił to kolejny skurcz macicy… W tym momencie zaczęło mi coś świtać, klarować się w myślach, ale pomyślałam, że czasu jeszcze sporo. Nadeszła pora na odprężający prysznic i w drogę! Zanim dojechaliśmy do szpitala skurcze zwiększyły swoją częstotliwość do jednego na 10 minut. Szybkie podłączenie pod KTG i zdziwienie położnej: „O! Ten skurcz Pani miała całkiem mocny!” Hmmm… Nie, no przecież wykręca mnie we wszystkie strony nie z powodu mocnych skurczy, tylko przez gilgotanie…

Kolejne zdarzenia potoczyły się już bardzo sprawnie. Niebawem je opiszę, przeżycie nieprawdopodobne! I tak, zgadza się, pojechałam na operację cesarskiego cięcia we wczesnej fazie akcji porodowej :) Najlepsze co mogło mi się w tym dniu przytrafić!

Poniżej pierwszy prezent od Amelki, w której imieniu wręczył mi Tata :D

male

Obserwacja na dziś:

Muchy domowe chyba z braku pożywienia mutowały. A przynajmniej te w moim domu. Co jedzą muchy zazwyczaj? Muchologiem to ja nie jestem, ale zawsze mi się wydawało, że głównie to, w co nikt wdepnąć nie chce, oraz stare mięso. A dziś?! No rozumiem, że ja mam już swoje lata, ale żeby tak od razu mnie pożerać żywcem jak stare mięso?! Skubana usiadła na moim kolanie, które od razu zaczęła podgryzać jak najlepsze delicje. Muszę w wolnej chwili (hehe) wybić wszystkie bzycząco-latające mutanty, bo jeszcze mi dziecko zjedzą.

Świeżo upieczona Matka.