Krzywdząc własne dziecko…

Nie rozumiem, nie dociera to do mnie, drżą mi ręce, a w głowie mętlik. Jak można dopuścić się takich czynów własnemu dziecku, własnej córce, siostrze? Jakie bagno ci ludzie muszą mieć zamiast mózgu w czaszce? Grzechotkę?! Samo czytanie o gwałcie wywołuje niesmak, lekkie przerażenie, współczucie, a czytając, że sytuacja dotyczy dziecka, córki, dziewczynki dwunastoletniej, lekko upośledzonej umysłowo – nie potrafię i nie chcę opisać uczuć, które w tej chwili mną targają. Takie zezwierzęcenie ludzi jest przerażające, a kara powinna być współmierna do wyrządzonej krzywdy. Tylko po czym poznać, że kara jest adekwatna do czynu wykonywanego, powtarzanego przez długie miesiące, nagminnie wykorzystując bezbronne dziecko? Kara powinna być również długotrwała i za każdym razem powinna boleć coraz bardziej i bardziej. To dziecko nie miało wyboru, nie wiedziało, że tak się dziać nie powinno, mało tego, matka dziewczynki o wszystkim wiedziała i nic nie zrobiła! Niektórzy nie powinni mieć dzieci, nie powinni wiedzieć jakimi sposobami „robi” się dzieci, później wykorzystując te wiedzę przeciwko własnemu dziecku! Być matką w takim wydaniu? Nie, to nie na moje siły, takich ludzi można by rozszarpać własnymi rękoma i jeszcze mieć z tego satysfakcje. Przynajmniej ja bym miała. Poniżej link do artykułu, o którym mowa.


http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=%2F20141013%2FREGION02%2F141019931

Poród SN czy CC? Kto o tym decyduje?

Zanim zaszłam w ciążę już wiedziałam jak będę rodzić. Zanim zaczęłam odczuwać potrzebę macierzyństwa – już wiedziałam jak będę rodzić. Ja nawet wiedziałam jak będę rodzić zanim miałam partnera do tych niecnych czynów! Ale czy to na pewno tylko i wyłącznie mój wybór?  :roll:

Od zawsze byłam zdecydowana na cesarskie cięcie. Albo inaczej, wiedziałam, że nie chcę porodu naturalnego, bo… się boję :P A cesarka? Proste: kładą Cię na stole, rach-CIACH i po operacji, dziecko wyjęte, Ty zszyta, odpoczywasz. Nie czekasz na skurcze, nie męczysz się godzinami – a i tak przy porodzie siłami natury nigdy nie wiesz, czy nie skończysz na stole operacyjnym. Jeśli mam wybór i mogę wybrać opcję mniej bolesną, to czemu nie? Masochistką nie jestem, żeby sama w siebie piorunami ciskać. Fakt, po cesarce kobieta niejednokrotnie dłużej do siebie dochodzi, ale skąd mam wiedzieć, czy dziecko w czasie porodu naturalnego nie utknie w drogach rodnych? Czy nie będzie porodu kleszczowego? Czy nie zaplącze się w pępowinę? Czy mnie nie porozrywa do nieprzytomności matki, bo dziecko będzie duże? Nie wiem. Nie wiem, nie chcę tego wiedzieć i wolę nie ryzykować.

Zatem wybrałam! Będę rodzić przez cesarskie cięcie. Mam wyznaczoną datę, a nawet godzinę porodu, wiem, że będzie trwał 15-20 minut. Całkiem nieźle, prawda? I tu rodzi się pytanie, czy ten wybór na pewno należy tylko do mnie? Jak się powoli okazuje – nie bardzo. Już pięknie sobie wszystko zaplanowałam, a nienarodzony członek rodziny zdaje się mieć plany zgoła inne aniżeli ja. Taka sytuacja: 35 tc, brzuch nisko i skurcze. Skurcze – ok., mogą być, ale kilka dziennie, a u mnie? Kilkanaście i to mocne, a do tego czuję jak z całym impetem momentami napierają na szyjkę i tak już skróconą. Na cesarkę w takim wypadku już nie ma co liczyć, przecież nie mogę mojego lekarza zerwać z domowych pieleszy wtedy, kiedy Amelka tak zadecyduje :)  Cóż… nie pozostało nic innego, jak wyczekiwać odpowiedniego momentu, bo dotrwanie do terminu graniczy z cudem. Jest jednak i dobra strona, nasza Amelka prawdopodobnie będzie z nami już niedługo, szybciej niż się spodziewaliśmy :) I już jest powód do radości :)

Masz plany? Jakie plany? Życie i tak pokieruje Cię własną drogą :)

Z wyrazami szacunku dla planów, jakie dla mnie przygotowało życie,
próbująca się zachowywać Tak Jak Matka.

Wyprawka – ubranka

Termin porodu zbliża się wielkimi krokami, a Kruszyna wierzga nóżkami tak, jakby chciała już być po tej stronie z nami :) No, ale zanim się pojawi należy wszystko ładnie przygotować na jej przybycie, co by mogła po otwarciu przez Mamę szafy od pierwszych dni życia myśleć sobie: „Co ja mam tu na siebie włożyć?!” Jak każda kobieta przecież musi mieć wybór :D

2014-09-21 16.00.48

Jak więc skompletować ubranka dla Niemowlęcia? Wiem jedno – nie tak jak ja :)

Początkowo obiacane miałam od znajomych dwa kartony (duże) ubranek takich do pierwszego pół roku życia, więc nie zajmowałam myśli ciuszkami, a skupiłam się na tym, by wyszykować dla Amelki wszystko pozostałe. W siódmym miesiącu ciąży już nie mogłam się doczekać prania i prasowania, więc wybraliśmy się razem z M. po kartony łaszków z uśmiechami na twarzy. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że… żadnych kartonów NIE MA! Mina mi zrzedła, panika w myśli – na pewno już nie zdążę kupić nic ciekawego! Wyszło na to, że mężowie tak się dogadywali na temat ciuszków i obiecywali przekazanie, nie zauważając, iż znajoma już dawno je przekazała dalej… Faceci…

Czym prędzej chciałam gnać do domu, by móc rozpuścić wici o ciąży, oczekiwaniu na Dzidzię – dziewczynkę i jakiekolwiek ubranka! Ale tak nie wypada: przyjechać w odwiedziny po czym stwierdzić „A, jednak nie macie dla nas ciuszków???” i uciec :D Toteż grzecznie wysiedziałam jak kura na grzędzie odpowiedni czas herbaciany i się zwinęliśmy.

Plotki o ciąży i dziewczynce w drodze rozpuszczone, zaczęło się czekanie… Nie, no przecież bezczynnie czekać nie można. A jeśli nikt ze znajomych nic nie ma? A jeśli nie będą mi się podobać? A jeśli będą tylko na chłopca (wśród znajomych większość ma potomstwo męskie)? A jeśli nie znajdę nic przed porodem? A jeśli, a jeśli…? Bo ja panikara troszkę jestem i muszę mieć wszystko gotowe wcześniej i to na TIP-TOP! Zabrałam się do roboty.

2014-09-21 15.57.51

Odwiedziłam kilka miejsc:

  1. SMYK – ubranka nowe, przecież na dziecku nie będę oszczędzać! No rewelacja! Piękne kolory, takie żywe! Same superlatywy. Do czasu, kiedy ich nie wyprałam. Pranie nastawione na delikatne, krótkie, płyny użyte tylko odpowiednie dla dzieci i co? Dziura! Piękna, wprawdzie niewielka, ale przecież na wylot DZIURA! Przy zatrzasku szwy puściły, a Amelka jeszcze nie zdążyła nawet raz założyć :(
  2. Grupy sprzedażowe na FB – postawiłam na używane. Wyprane nie raz, bez dziurek, a chemia użyta do produkcji, koloryzacji ubranek dawno już zneutralizowana. Kilka sztuk wybrane, zaklepane, kupione.
  3. Allegro – nadal używane, a przynajmniej tak myślałam. Całe paczki w określonym rozmiarze za grosze. Kupiłam. Chyba ze 4 paczki – przecież mojemu Dziecku nie może niczego zabraknąć! I taka sytuacja: zanim się zorientowałam zakupiłam między innymi śliczne, cukierkowe, letnie (!), jak się później okazało także nowe sukieneczki… Hmm… Nieeeee, to przecież zupełnie nie przeszkadza, że będę rodzić na jesieni i praktycznie ŻADNEJ sukieneczki Amelce nie założę… A może jednak? No nie wiem… Później będę się martwić, co z tym nadmiarem zrobić.
  4. Grupy na FB zostały dodane do ulubionych i widzę, co na nich się dzieje… Oprzeć się pokusie kupienia zaledwie kilka ciuszków?! Nie ma mowy :D Zresztą zbrodnią byłoby nie skorzystać – wyświetliła się informacja, że kobitka chce oddać jedynie za KW całą reklamówkę ubranek dla dziewczynki, stan idealny lub bardzo dobry (gorsze poszły pewnie na ścierki do sprzątania). Warunek: kto pierwszy ten lepszy… Patrzę na ten post. Policzyłam do dziesięciu. Nadal nikt nie napisał. No i co miałam zrobić? No co? Przecież te ciuszki czekały na mnie! Napisałam, czekam na paczkę.
  5. O! No tak, przecież przekazałam informację po rodzinie i znajomych, że potrzebuję ciuszków dla Małej. Okazało się, że niektórzy jednak mają dziewczynki – większe lub mniejsze. Jak to, ja nie przyjmę? Oczywiście, że przyjmę, biorę co kto ma! Kolejne kartony do wypakowania przybyły. Ubranka są piękne :) Otrzymałam takie, których wcześniej nie oddali, bo chcieli sprzedać, rodzyneczki ulubione i najlepiej utrzymane. Po 3 latach nadal żadna z nich nic nie sprzedała, więc najlepszą decyzją okazało się oddanie.

2014-09-21 15.58.42

Wnioski:

  • Ubranka dla Amelki mam na najbliższe 4 lata.
  • W ciągu pierwszego pół roku, pod warunkiem, że będę zmieniać ciuszki Amelce dwa razy dziennie, istnieje szansa, że założy prawie wszystko chociaż raz.
  • Wydamy ogromne pieniądze na ogrzewanie tej zimy, żebym mogła zobaczyć jak moje Dziecko wygląda w letnich sukienkach, zanim z nich wyrośnie :D .
  • Ciuszki nowe NIE SĄ lepsze od używanych.
  • Małe komódki lub szafki na ubranka dla oczekiwanego Szczęścia są zbędne, niewydajne, ba! W chwili obecnej jestem zdania, że jakiekolwiek szafki i komody będą za małe.
  • Nie należy wpadać w panikę ubraniową i kupować jak popadnie – ubranka zawsze się znajdą.
  • Intensywniej używać głowy przy kolejnych zakupach :D .

 Plan na przyszły rok: „zarobić” na własnej głupocie :) Coś z tymi wszystkimi ciuszkami trzeba będzie przecież zrobić!

 Udanej  niedzieli życzy:

Próbująca zachowywać się Tak Jak Matka :)