Terroryści są wśród nas…

Terroryści. Manipulatorzy. Jak zagrają tak skaczemy. Jesteśmy na każde zawołanie, na każde skinienie, na każdy najmniejszy gest zwyczajnie podwijam kiecę i lecę. Kto? Kiedy? Gdzie? Do kogo? No a jakże, do mojej najukochańszej Córeczki, która ma oboje rodziców w garści i nie wypuszcza! :) 20141127_120606-001

Moja kochana terrorystka dobrze wie, jak mnie podejść. Wystarczy, że kwiknie niczym nadepnięta piszczałka, a ja już w te pędy lecę do niej, nie zważając na przydepniętego po drodze kota. Nieszczęśliwy kot na chwilę obecną jest pozbawiony zaledwie głaskania i przysypiania na moich kolanach, a jego wylegiwanie się na środku schodów nie zawsze kończy się dla niego dobrze, ale to błahostka. Lada moment będzie pozbawiony również sierści, gdy Amelka zdecyduje się zacisnąć piąstkę na grzbiecie, a paluszki bardzo niechętnie rozprostowuje…

Manipulatorka. Już dziś rozpoznaję u niej nieposkromione pokłady głęboko zakorzenionych umiejętności manipulatorskich. Widzę z dnia na dzień coraz częściej, że robi to wręcz celowo! Ja ją do łóżeczka, by pospała, a sama bym mogła zrobić sobie chociaż kanapkę i naładować jakkolwiek baterie, a ona już! Oczy szeroko zamknięte do tego stopnia, że rzęsy zahaczają o brwi. I gęga, by się nią zająć, wziąć na ręce i okazać odrobinę uwagi. No też coś! Ma przecież od wczoraj skończony cały miesiąc! Mogłaby się zająć sobą tak z pół dnia chociaż! :P Zamiast angażować w każdym momencie biedną Matkę, nie dając ani chwili wytchnienia! Tylko tulić i tulić, karmić i karmić, a spać najlepiej na Mamie lub Tacie. Nie ma dla nas litości…

8084964915_16bec8ed1e_b

Oddaję całe serce i duszę, przyciskam do piersi, by było ciepło i bezpiecznie – z całych sił (ale nie duszę!). I co dostaję w zamian? Na początek obwisły brzuch i rwę kulszową w podzięce za 9 miesięcy noszenia pod samym obolałymi żebrami i niedomagającymi, uciśniętymi płucami. Fioletowe wory pod oczami zupełnie jak niejeden po walce w MMA. Piersi jak dobrze pójdzie sięgające do kolan, ni w ząb nie przypominające tych, które widzę na zdjęciach z zeszłego lata. Jeszcze trochę, a będę mogła zwijać je niczym plik banknotów obwiązywanych gumką recepturką. I broszki! Zdobywam wiele, wiele broszek. Broszki są z surowca naturalnego, jednego rodzaju – mleka. Broszka jest na koszuli nocnej, na koszuli dziennej, znajduję ją na pościeli, prześcieradle, ale też na swetrze, czy spodniach. I oczywiście w broszkach jest całe dziecko! A potem tylko prać, choć też nie ma kiedy, bo przecież mały Klesc wisi przy piersi. Co za życie!

Pisząc te słowa z przymrużeniem oka, tak naprawdę piję do tych kobiet, które po urodzeniu dziecka nieustannie narzekają. Że nie mają na nic czasu (ja też nie mam), że źle wyglądają (ja też, ale to kwestia pracy nad sobą, ja jeszcze nie miałam na nią czasu :D), że nie śpią (ja też nie śpię), że nie mogą zrzucić „wagi” (proponuję z trzeciego piętra przez okno, bardzo szybko spada), że życie się wywróciło do góry nogami i tęsknią za starymi czasami (a niby co miało się stać, gdy zależny jest od nas taki mały, bezbronny człowieczek?!?!), że przyjaciele się poodwracali (cóż, widać jakimi byli „przyjaciółmi”) i wszystko tylko źle, źle, źle. Ale czy naprawdę jest AŻ TAK ŹLE? Ja nie wyobrażam sobie już innego życia. Nie potrafię sobie przypomnieć, co mnie tak bardzo cieszyło, jak obecnie dotyk mojej Córki. Kiedy przed ciążą wzruszyłam się do łez jak w momencie, gdy pierwszy raz usłyszałam u lekarza bicie serca mojego dziecka. I w życiu jeszcze nie miałam skuteczniejszego bodźca do podniesienia się z łóżka niż głodowy pisk Amelki :D

(Nie)narzekająca Tak Jak Matka

30 Października 2014 część I

Mamy już skończony pierwszy tydzień życia. To znaczy Amelka, ja trochę więcej niż tydzień :-) Uczymy się siebie nawzajem. Ja ją w jakiej pozycji należy pić mleko, ona mnie w jakiej pozycji to mleko pić będzie. Na tym etapie nie wypracowałyśmy jeszcze kompromisu i zdecydowanie racja Amelki jest na wierzchu… Póki co przegrywam w przedbiegach i jeszcze się z tego cieszę jak głupi do sera.

Jednak doczekałyśmy terminu wyznaczonego na cc. Mimo wcześniejszych niedogodności – udało nam się :) Zbieg okoliczności jaki temu towarzyszył, zdarza się raz na milion przypadków!

Na całe szczęście wyjechaliśmy dzień wcześniej w pobliże szpitala. W przeciwnym razie prawdopodobnie przed porodem, przeszłabym zawał (rodziliśmy 120 km od domu). Dnia wyznaczonego, wczesnym rankiem – a może to jeszcze noc? – obudziłam się z bólem: godzina 04:30. Pomyślałam, że to pełen pęcherz uciska na macicę, która zareagowała nagłym skurczem. No nic to. Przeczekałam ból, jak to bywało wcześniej i poszłam spać dalej. Nie minęło więcej jak godzina i znów ból przerwał mój sen – 5:30, ale tym razem pęcherz nie mógł spowodować skurczu… Jako wyrwana ze snu, w końcówce ciąży, zmęczona kobieta nie zastanawiałam się nad tym długo, wygięłam się w pałąk, przeczekałam, aż dolegliwość odejdzie i znów zasnęłam. Budzik nastawiony na 6:30 nie zdążył mnie obudzić, ponieważ dwie minuty wcześniej zrobił to kolejny skurcz macicy… W tym momencie zaczęło mi coś świtać, klarować się w myślach, ale pomyślałam, że czasu jeszcze sporo. Nadeszła pora na odprężający prysznic i w drogę! Zanim dojechaliśmy do szpitala skurcze zwiększyły swoją częstotliwość do jednego na 10 minut. Szybkie podłączenie pod KTG i zdziwienie położnej: „O! Ten skurcz Pani miała całkiem mocny!” Hmmm… Nie, no przecież wykręca mnie we wszystkie strony nie z powodu mocnych skurczy, tylko przez gilgotanie…

Kolejne zdarzenia potoczyły się już bardzo sprawnie. Niebawem je opiszę, przeżycie nieprawdopodobne! I tak, zgadza się, pojechałam na operację cesarskiego cięcia we wczesnej fazie akcji porodowej :) Najlepsze co mogło mi się w tym dniu przytrafić!

Poniżej pierwszy prezent od Amelki, w której imieniu wręczył mi Tata :D

male

Obserwacja na dziś:

Muchy domowe chyba z braku pożywienia mutowały. A przynajmniej te w moim domu. Co jedzą muchy zazwyczaj? Muchologiem to ja nie jestem, ale zawsze mi się wydawało, że głównie to, w co nikt wdepnąć nie chce, oraz stare mięso. A dziś?! No rozumiem, że ja mam już swoje lata, ale żeby tak od razu mnie pożerać żywcem jak stare mięso?! Skubana usiadła na moim kolanie, które od razu zaczęła podgryzać jak najlepsze delicje. Muszę w wolnej chwili (hehe) wybić wszystkie bzycząco-latające mutanty, bo jeszcze mi dziecko zjedzą.

Świeżo upieczona Matka.

Co robić, kiedy nie można robić nic? Pozostało 5 dni…

Jestem obserwatorką. To znaczy częściej i więcej obserwuje, czytam, śledzę, aniżeli sama się udzielam. Dotyczy to głównie różnego rodzaju forum, dyskusji, szczególnie na temat ciąży. Poza tym, człowiek z racji wykonywanego zawodu chce pomóc, dać wskazówki, służyć dobrą radą i słowem, i co? I dostaje tylko bęcki, bo przecież tyle kobiet w ciąży tak robiło (a ze szczególnych względów zdrowotnych określone zachowania są przeciwwskazane) i nic im się nie stało, a dziecko zdrowe się urodziło… Cóż, dlatego też w niektórych momentach lepiej nie pomagać na siłę. Ale to temat rzeka. Jeszcze się kiedyś rozpiszę.

Druga zaobserwowana sytuacja dotyczy końcówki ciąży. Jak mantra powtarzany jest tekst: „Ostatnie tygodnie strrraaasznie mi się dłużą i nudzi mi się…” Ha! Kończę już ciążę, lada moment rodzę (ZA 5 DNI!!!) i jeszcze do tej pory nie udało mi się nudzić. A chciałabym zauważyć, że teoretycznie miałam czas na nudę, ponieważ część ciąży musiałam mocno ograniczyć się ruchowo, więc dużo (uważam, że stanowczo ZA dużo) leżałam, odpoczywałam i w ogóle zajmowałam się nic-nie-robieniem. Więc jak to zrobiłam, że mi się nie nudziło??? Jestem kreatywna. Przynajmniej tak słyszałam :D Nigdy nie miałam problemu z wynalezieniem sobie zajęcia, chociażbym była niewiadomo jak unieruchomiona. Mało tego! Swojego czasu istniało dość spore ryzyko, że zostanę położona na patologię ciąży, więc i w tym momencie miałam obmyślone, co ze sobą zabiorę do szpitala, by ten czas wykorzystać i nie umrzeć z nudów :D A w domu leżąc na kanapie co można robić? Hmmm… Od cholery i ciut-ciut! Wszystkiego nie wymienię, bo znaków w notce nie wystarczy.

Zajęcia w tak zwanym kanapowym unieruchomieniu można podzielić na dwie kategorie:

  • Zajęcia zarobkowe,
  • Znalezienie niewymagającego ruchu hobby.

Osobiście korzystałam do tej pory z obydwu form spędzania czasu w pozycji leżącej, ale szczególnie zadowolona i dumna jestem z tej drugiej, z odkrytego ostatnimi czasy hobby :D Jestem szalenie zaskoczona jak wiele przyjemności, satysfakcji i pozytywnej energii można czerpać z… szycia :) Tak! Zaczęłam szyć. Ale nie są to druty, ani też szydełko. Szyję biżuterię :) Ogrom przeleżanego czasu pochłonęła mi właśnie ta forma spędzania czasu, a to co wychodzi spod igły i żyłki to prawdziwe cuda. Zewsząd słyszę głosy – nie tylko w mojej głowie :P, że powoli powinnam się zacząć zastanawiać, co z tymi wyrobami robić, ponieważ zaczynają wychodzić całkiem nieźle. Na początek chyba obdaruję rodzinę, a co! Niech też im coś skapnie z mojego szczęścia przelewanego na sznurki. Dziś pierwsza prezentacja. Praca wykonana z nowopowstałej miłości – do sówek, które zdobią również pokój oczekujący na moją Córcię :) Dodatkowa korzyść płynie też z tej prezentacji, mianowicie biorę udział w konkursie :) A oto moja SOWA :)

20141025_145041

Zawieszkę zgłaszam do wyzwania  ”Więcej słońca jesienią” w Szufladzie :)

goscinna.projektantka.październikDziękuję za uwagę, idę coś uszyć :)

Szyjąca Tak Jak Matka.

 

7 dni pozostało. Zróbmy zatem chleb.

Łatwy chleb pszenno-razowy bez wyrabiania

Robię ten chlebek na szybko, również, gdy następnego dnia idziemy w gości – jest doskonałym podarkiem dla gospodarzy :) Roboty przy nim niewiele, a smak i zapach w domu własnego chleba BEZCENNY!

Składniki:
• 300 g mąki*
• 100 g mąki razowej* *
• 1 i 1/2 łyżeczki soli
• 20 g świeżych drożdży (lub 1 łyżeczka suchych drożdży)
• 300 g chłodnej wody
• garść wsadu (rodzynek, bakalii, musli lub otrębów)

• mąka razowa lub otręby do obsypania chleba

* białej mąki pszennej lub orkiszowej (uniwersalnej, tortowej typ 500 lub 700, ale najlepiej chlebowej typ 850)
** mąki razowej żytniej, pszennej lub orkiszowej np. typ 1850- 2000

Przygotowanie:

  • Mąkę przesiać do dużej miski (dodać otręby zgromadzone na sitku po przesianiu mąki razowej), dodać sól, pokruszone drożdże, wsad i wszystko wymieszać łyżką. Wlać wodę i wymieszać składniki łyżką (krótko, do połączenia się składników, przez około pół minuty – może być rzadsze niż na zdjęciu, osobiście lubię bardziej zbite). Miskę z tak przygotowanym ciastem przykryć talerzem lub folią i odstawić do wyrośnięcia na około 14 godzin (minimum 12 godzin), najlepiej na noc (w temperaturze pokojowej, np. na blacie kuchennym).

20131018_18280520131018_183422

  • Stolnicę oprószyć białą mąką i wyłożyć ciasto. Złożyć ciasto trzy lub cztery razy, za każdym razem na pół (w zależności od ilości dodanej wody ciasto może być rzadsze niż u mnie i wówczas nie utworzy kształtnej kulki).

20131019_092221-001

  • Na blacie kuchennym położyć czystą ściereczkę kuchenną, oprószyć ją mąką razową i położyć w to miejsce złożone ciasto łączeniem do dołu. Ciasto z wierzchu obsypać tak zwanym „czymbądź” i przykryć wystającymi bokami ściereczki, zostawiając w ciepłym miejscu na 1 – 2 godziny do podwojenia objętości.

20131019_092844

  • Na pół godziny przed końcem wyrastania nagrzać piekarnik do 240 – 250 stopni C, ustawiając kratkę w dolnej 1/3 części piekarnika. Na kratce ustawić przykryty garnek żaroodporny np. żeliwny, emaliowany, inny i nagrzewać go razem z piekarnikiem.

20131019_105722

  • Ostrożnie, używając rękawic kuchennych, wyjąć gorący garnek z piekarnika i zdjąć pokrywę. Umieścić ciasto w garnku (zsunąć ze ścierki, uważając aby nie przysypać chleba zbyt dużą ilością mąki) lub szybko i ostrożnie przenieść chleb do garnka w oprószonych mąką dłoniach).
    20131019_111713Należy uważać, bo garnek będzie bardzo gorący! Garnek przykryć i piec przez 30 minut. Zdjąć pokrywę i piec dalej, aż chleb będzie dobrze zrumieniony ale nie przypalony przez 15 – 30 minut (zwykle piekę 20 minut, po 5 minutach pieczenia licząc od zdjęcia pokrywy kładę na chlebie kawałek folii aluminiowej, aby wierzch się nie przypalił i był idealnie zrumieniony).

20130313_101253

  • Wyjąć garnek z chlebem z piekarnika, otworzyć, po kilku minutach wyjąć chleb z garnka i odłożyć na metalową kratkę do całkowitego ostudzenia. Pokroić po ostudzeniu. Z czerstwego chleba można zrobić pyszne grzanki z tostera.

Przepis zaczerpnięty z Kwestii Smaku.

Ach i jeszcze jedno! zostało 7 dni… :)

Przepraszam, muszę… Zaraz wracam :)

Już miałam spokój, a już było tak dobrze… Pęcherz to nie zabawka! Tak jej powtarzam. A ona? No cóż, jeszcze mnie nie słucha :D Jednak końcówka ciąży wcale nie jest lepsza. Wc – przybywam!

pecherz

Początek był trudny, nawet bardzo trudny i w zasadzie dużo gorszy. Zew natury wzywał średnio raz na pół godziny, zupełnie nie zwracając uwagi na okoliczności. W sklepie, urzędzie, w samochodzie, w odwiedzinach i innych miejscach. Najdziwniej mi było u komornika… Okoliczności zmusiły mnie wraz z osobami towarzyszącymi na udanie się do tego jakże nielubianego miejsca. Ale co zrobić, jak mus to mus! Przeprowadziłam wcześniej kalkulację: skorzystam przed wyjściem, potem zahaczymy  o centrum handlowe (tu też), komornik i na obiad do knajpki, gdzie też będą możliwości. Mój plan był perfekcyjny do czasu, gdy zaczęłam go realizować. Jak zwykle za późno wyszło się z domu, więc czas nie został wykorzystany w taki sposób na jaki wskazywałby powyższy opis. I tym sposobem mój pęcherz był u skraju wytrzymałości w czasie wizyty u… komornika. Pytam się grzecznie Panienki za biurkiem, gdzie jest toaleta dla petentów, na co słyszę zaskakujące „NIE MA” o_O  No zgłupiałam, jak może nie być WC dla interesantów?! Więc jeszcze raz pytam się, jeszcze raz z uśmiechem na ustach, czy w takim wypadku gdzie najbliżej można skorzystać, a rzeczona Panienka nie wie… No w tym momencie już troszkę się zapowietrzyłam i jednocześnie oświadczyłam, co o tym myślę: że jestem w ciąży, sikam wszędzie jak złośliwy kocur i wcale to nie oznacza, że znaczę teren. Panienka chyba zrozumiała aluzję, gdyż strzelając cegłę wskazała mi toaletę dla personelu. Ufffff, co to była za ulga :)

Pozdrawiam,
Mająca potrzeby Takie Jak Matka

Zielona herbatka.

green

 

Nie wiem skąd to się wzięło, ale w ostatnim czasie często widzę pytania kobiet w ciąży o zieloną herbatę. Czy można ją pić? Hę? A niby czemu nie? Zawiera antyoksydanty, opóźnia procesy starzenia, jest smaczna, dobrze nawadnia w przeciwieństwie do wielu innych napojów przyjmowanych w ciąży. No wybaczcie, ale jasny szlag mnie trafia przy takich pytaniach. Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości:

ZIELONĄ HERBATĘ MOŻNA PIĆ W CIĄŻY. To tyle.

Czego bym nie poleciła pić w ciąży? Alkoholu, napojów gazowanych w tym również takich jak „kola”, napojów słodzonych, syropów do rozcieńczania. Gwarantuję, że wypijane w niebotycznych ilościach będą szkodziły. A Maluszek w brzuchu wcale za nie nie będzie nam dziękował.

pink

No to rzuciłam już teorią, a jak wygląda moja praktyka? Yyyy, no dobra, przyznam się J Lubię Fantę, średnio raz na tydzień muszę wypić choć jedną puszkę, od razu lepiej się czuję i humor mi się poprawia, taka moja ciążowa zachcianka i dobrze mi z nią :P A poza tym? Eeeee, leniwa jestem, więc niewiele. Woda to moja codzienna siła napędowa, co najmniej butelka. Jak nie daje rady wypić butelki, to sobie część rozleję, a co! W ciąży mogę :D  Bo na przykład nie trafię do kubka. Lubię też kawę. Jestem niskociśnieniowiec, przyjmuję leki jeszcze dodatkowo obniżające ciśnienie, więc mogę. Ale tylko z mlekiem – to już mój wymysł, bo wiecie, że mleko zawiera tak ważny wapń? Ok., to trochę takie placebo, żebym się lepiej psychicznie poczuła, bo kofeina zapobiega wchłanianiu wapnia, tak więc piję kawę. Herbatę oczywiście też piję. Najczęściej z cytryną, tutaj znowu ze względu na witaminę C, która uszczelnia naczynia krwionośne, czyli przy porodzie jest szansa, że nie będę krwawiła jak ta świnka podczas ćwiartowania. I znów wpadamy w pułapkę dobrych zamiarów, bo ani w cytrynie nie znowuż tak wiele Wit. C, ani nie ma jej już prawie wcale gorącej herbacie, bo ucieka z gorącego napoju…

biała

I chyba więcej już nic nie piję. Podsumowując, będąc w ciąży piję kawę dla smaku, bo nic więcej z tego nie wynika, herbatę też, bo i tam więcej nie znajdę oraz wodę i fantę, od której ładuję się cukrem. Przecież jestem w ciąży – mogę J

Miłego wieczoru, idę zadzwonić do Męża, by po drodze kupił puszkę Fanty, zapasy się skończyły,

(Nie) Rozważna Tak Jak Matka

Ojcostwo

Mam wspaniałego męża. Co dzień mówi mi wiele ciepłych słów, ale nie tylko do mnie, ale również do Amelki w moim brzuchu :) Co dzień rano daje buziaka w brzuś, żeby wiedziała, że tata na nią czeka z niecierpliwością, a wieczorem poza buziakiem zawsze tuli i głaszcze jednocześnie mówiąc do niej. Często chodzi do pokoju przygotowanego dla  córci  po  to,  żeby tam chwilę być, by móc poczuć jak wielkimi krokami zbliżają się
w naszym życiu zmiany, zmiany, których wyczekujemy z niecierpliwością. Po kilka razy dziennie  pyta  się jak dziś nasze maleństwo się miewa,  czy dużo kopie. Jest szczęśliwy
i widzę uśmiech na jego twarzy każdego dnia, kiedy o niej rozmawiamy.

20140820_174042

To jest piękne. Nie spodziewałam się, że będzie tak bardzo gotowy do zostania tatą, do ojcostwa. To, co robi chciałaby każda kobieta w ciąży od swojego partnera :)

„Leniwa” sobota

9465248864_1cd68e4dc3_b

Ciągle jeszcze pracuje, więc dzień w tygodniu jest dość intensywny i tak do piątku. A w sobotę postanowiłam odpocząć. Jakże wielkie było moje zaskoczenie, gdy dowiedziałam się, że mój mąż zapewnił nam „sobotni odpoczynek”! W piątek wieczorem dowiedziałam się, że w sobotę idziemy na kolacje do znajomych, w porządku – może być. Dziś rano nie chciałam spać do południa, bo jak to w sobotę jest BAZAR! Już o 12.00 byliśmy gotowi do wyjazdu, głośno zastanawiając się czy nam wszystkich pomidorów nie wykupiono, ale dobrej myśli będąc wyruszyliśmy. I się zaczęło! Kupimy jeszcze kurczaka, może ciasto zrobisz, trzeba bagietek poszukać – pytam się PO CO? No i się dowiedziałam: idziemy do znajomych na kolację z wałówką :) Mój mąż chyba nigdy jeszcze nie poszedł do nikogo z pustymi rękami, i nie to że z winem, czy kwiatkiem dla Pani domu, MUSI być wzięte coś do jedzenia! No bo jak to tak na proszoną kolację bez swojego jedzonka przyjść :P Po prostu nie można! Ale wróćmy do robienia zakupów. W małym miasteczku jak wiadomo nie dostane wszystkiego w jednym sklepie, więc trzeba się nabiegać. Tu warzywniak, tam piekarnia, gdzieś z boku mięsny, ale kurczaka są tylko 2 ostatnie kawałki, więc lecimy do drugiego – tu nie ma już ani pół kawałka (Pani sklepowa oświadczyła, że dopiero co 5 minut temu cały kurczak wyszedł), więc do spożywczaka jeszcze z działem mięsnym wchodzimy, pić mi się chce, bo okropny dziś upał i już koniec. No nogi to mnie dawno tak w tyłek nie wlazły, a do tego okazało się, że moje tempo poruszania się nie przekracza tempa ślimaka na wyścigach. Ale co zrobić, jeszcze trochę i przyspieszę kroki, ale na to muszę jeszcze trochę poczekać. Zrobiłam ciasto, trochę mężowi pomogłam przy kurczaku i zgięło mnie wpół! No kurcze! Wystarczy, że godzinę pokręcę się po kuchni i muszę poleżeć, kręgosłup już nie ten co dawniej. Irytujące to ogromnie, bo człowiek chciałby coś zrobić i fizycznie nie ma takiej możliwości L Ale mąż dobra dusza wszystko ogarnął i przed wyjściem był jeszcze czas na popołudniową drzemkę :) Trzeba spać póki można, ta przyjemność przecież niebawem się skończy i rozpoczniemy erę zombie :P Wyspać się na zapas? Bardzo chętnie, będę jeszcze próbować :D

Poranek

rozlana

Ciąża zagrożona wiąże się z tym, że trzeba przyjmować mnóstwo leków o każdej porze dnia… Moje ulubione to takie pomarańczowe pastylki, które zaburzają procesy motoryczne oraz mocno osłabiają koncentracje. Z ich powodu dziś zdążyłam już: rozsypać resztę leków, stłuc talerz, wywalić jajecznice dekorując podłogę (Mężu, podłogę trzeba sprzątnąć!), mleko zamiast do kawy to wylać do zlewu, a brudne naczynia po śniadaniu chciałam ułożyć w szafce.

Nadszedł czas na prace, a ja mam pustkę w głowie i brak pomysłów jak to zmienić. Popatrzyłam na leżące na stole długopisy i tak sobie myślę, może i ja poleżę?

Miłego Dnia :)

Stało się…

Zostanę mamą i będę się zachowywać TAK JAK MATKA.

Nareszcie dojrzeję, wydorośleję i zapomnę o głupotach. Będę wzorem do naśladowania i będę dawać przykład innym!

No dobra, a teraz tak na poważnie :)
Mamy 32 tc, niewygodnie mi w każdej pozycji, nie mam na nic siły, leki które biorę ogłupiają i osłabiają. Ale niecały miesiąc temu zobaczyłam buziaczka :) Buziaczka mojej jeszcze nienarodzonej córci, a wygląda ONA tak:

20140730_164407-1

I już cały ból przestaje być ważny, serce rośnie, a kręgosłup boli i chyba o to chodzi, czuje się tak jak przyszła Matka :)