Mniej niż doba

Jeszcze nie postanowiłam jak powinnam reagować. Śmiać się, panikować, płakać? Można wszystkiego po trosze, a i tak szok jest. I to niemały.  Niby przyszła Matka przyzwyczaja się do dzidziusia przez około 9 miesięcy, Ojciec tak samo, dotyka brzucha, czuje przez skórę ruchy,  patrzy zdziwiony, że to Maleństwo już w brzuchu ma tak wiele siły… A kiedy nadchodzi krokami olbrzyma TEN dzień, okazuje się nagle, że nikt nie jest jeszcze dostatecznie przygotowany i w zasadzie to jeszcze można odłożyć na chwile poród :-) Nie powiem nie, chce już Ją zobaczyć, dotknąć, przytulić i ucałować, moja prędkość końcowo ciążowa osiąga bliską dźwięku, czyli mniej więcej porównywalną do maratończyka na emeryturze, kiedy to wszystkie stawy mu siadają, a mięśnie nie doznawszy już tej samej dawki ruchu, ogłaszają strajk i każdy ruch przypomina drogę ze stukilogramowym obciążeniem pod górkę. Chyba jeszcze do mnie to nie dociera. Niby wiem, co się jutro wydarzy, mam to wręcz na piśmie! Ale… Jakoś nie widzę tego, moje oczy wyobraźni są zdecydowanie upośledzone pod tym względem i nic nie widzą jeszcze. A stres? Najbliżsi twierdzą, że jestem spokojna, bardzo spokojna. Bo jeszcze jestem. Dopadnie mnie dopiero jutro, kiedy będziemy jechać na porodówkę. Tak jak w dniu ślubu. Też nie wierzyłam, że to się już dzieje, dopóki nie założyłam sukienki i ręce zaczęły mi się trząść…
Amelko, do zobaczenia jutro:-)
Twoja Mama

Co robić, kiedy nie można robić nic? Pozostało 5 dni…

Jestem obserwatorką. To znaczy częściej i więcej obserwuje, czytam, śledzę, aniżeli sama się udzielam. Dotyczy to głównie różnego rodzaju forum, dyskusji, szczególnie na temat ciąży. Poza tym, człowiek z racji wykonywanego zawodu chce pomóc, dać wskazówki, służyć dobrą radą i słowem, i co? I dostaje tylko bęcki, bo przecież tyle kobiet w ciąży tak robiło (a ze szczególnych względów zdrowotnych określone zachowania są przeciwwskazane) i nic im się nie stało, a dziecko zdrowe się urodziło… Cóż, dlatego też w niektórych momentach lepiej nie pomagać na siłę. Ale to temat rzeka. Jeszcze się kiedyś rozpiszę.

Druga zaobserwowana sytuacja dotyczy końcówki ciąży. Jak mantra powtarzany jest tekst: „Ostatnie tygodnie strrraaasznie mi się dłużą i nudzi mi się…” Ha! Kończę już ciążę, lada moment rodzę (ZA 5 DNI!!!) i jeszcze do tej pory nie udało mi się nudzić. A chciałabym zauważyć, że teoretycznie miałam czas na nudę, ponieważ część ciąży musiałam mocno ograniczyć się ruchowo, więc dużo (uważam, że stanowczo ZA dużo) leżałam, odpoczywałam i w ogóle zajmowałam się nic-nie-robieniem. Więc jak to zrobiłam, że mi się nie nudziło??? Jestem kreatywna. Przynajmniej tak słyszałam :D Nigdy nie miałam problemu z wynalezieniem sobie zajęcia, chociażbym była niewiadomo jak unieruchomiona. Mało tego! Swojego czasu istniało dość spore ryzyko, że zostanę położona na patologię ciąży, więc i w tym momencie miałam obmyślone, co ze sobą zabiorę do szpitala, by ten czas wykorzystać i nie umrzeć z nudów :D A w domu leżąc na kanapie co można robić? Hmmm… Od cholery i ciut-ciut! Wszystkiego nie wymienię, bo znaków w notce nie wystarczy.

Zajęcia w tak zwanym kanapowym unieruchomieniu można podzielić na dwie kategorie:

  • Zajęcia zarobkowe,
  • Znalezienie niewymagającego ruchu hobby.

Osobiście korzystałam do tej pory z obydwu form spędzania czasu w pozycji leżącej, ale szczególnie zadowolona i dumna jestem z tej drugiej, z odkrytego ostatnimi czasy hobby :D Jestem szalenie zaskoczona jak wiele przyjemności, satysfakcji i pozytywnej energii można czerpać z… szycia :) Tak! Zaczęłam szyć. Ale nie są to druty, ani też szydełko. Szyję biżuterię :) Ogrom przeleżanego czasu pochłonęła mi właśnie ta forma spędzania czasu, a to co wychodzi spod igły i żyłki to prawdziwe cuda. Zewsząd słyszę głosy – nie tylko w mojej głowie :P, że powoli powinnam się zacząć zastanawiać, co z tymi wyrobami robić, ponieważ zaczynają wychodzić całkiem nieźle. Na początek chyba obdaruję rodzinę, a co! Niech też im coś skapnie z mojego szczęścia przelewanego na sznurki. Dziś pierwsza prezentacja. Praca wykonana z nowopowstałej miłości – do sówek, które zdobią również pokój oczekujący na moją Córcię :) Dodatkowa korzyść płynie też z tej prezentacji, mianowicie biorę udział w konkursie :) A oto moja SOWA :)

20141025_145041

Zawieszkę zgłaszam do wyzwania  ”Więcej słońca jesienią” w Szufladzie :)

goscinna.projektantka.październikDziękuję za uwagę, idę coś uszyć :)

Szyjąca Tak Jak Matka.

 

7 dni pozostało. Zróbmy zatem chleb.

Łatwy chleb pszenno-razowy bez wyrabiania

Robię ten chlebek na szybko, również, gdy następnego dnia idziemy w gości – jest doskonałym podarkiem dla gospodarzy :) Roboty przy nim niewiele, a smak i zapach w domu własnego chleba BEZCENNY!

Składniki:
• 300 g mąki*
• 100 g mąki razowej* *
• 1 i 1/2 łyżeczki soli
• 20 g świeżych drożdży (lub 1 łyżeczka suchych drożdży)
• 300 g chłodnej wody
• garść wsadu (rodzynek, bakalii, musli lub otrębów)

• mąka razowa lub otręby do obsypania chleba

* białej mąki pszennej lub orkiszowej (uniwersalnej, tortowej typ 500 lub 700, ale najlepiej chlebowej typ 850)
** mąki razowej żytniej, pszennej lub orkiszowej np. typ 1850- 2000

Przygotowanie:

  • Mąkę przesiać do dużej miski (dodać otręby zgromadzone na sitku po przesianiu mąki razowej), dodać sól, pokruszone drożdże, wsad i wszystko wymieszać łyżką. Wlać wodę i wymieszać składniki łyżką (krótko, do połączenia się składników, przez około pół minuty – może być rzadsze niż na zdjęciu, osobiście lubię bardziej zbite). Miskę z tak przygotowanym ciastem przykryć talerzem lub folią i odstawić do wyrośnięcia na około 14 godzin (minimum 12 godzin), najlepiej na noc (w temperaturze pokojowej, np. na blacie kuchennym).

20131018_18280520131018_183422

  • Stolnicę oprószyć białą mąką i wyłożyć ciasto. Złożyć ciasto trzy lub cztery razy, za każdym razem na pół (w zależności od ilości dodanej wody ciasto może być rzadsze niż u mnie i wówczas nie utworzy kształtnej kulki).

20131019_092221-001

  • Na blacie kuchennym położyć czystą ściereczkę kuchenną, oprószyć ją mąką razową i położyć w to miejsce złożone ciasto łączeniem do dołu. Ciasto z wierzchu obsypać tak zwanym „czymbądź” i przykryć wystającymi bokami ściereczki, zostawiając w ciepłym miejscu na 1 – 2 godziny do podwojenia objętości.

20131019_092844

  • Na pół godziny przed końcem wyrastania nagrzać piekarnik do 240 – 250 stopni C, ustawiając kratkę w dolnej 1/3 części piekarnika. Na kratce ustawić przykryty garnek żaroodporny np. żeliwny, emaliowany, inny i nagrzewać go razem z piekarnikiem.

20131019_105722

  • Ostrożnie, używając rękawic kuchennych, wyjąć gorący garnek z piekarnika i zdjąć pokrywę. Umieścić ciasto w garnku (zsunąć ze ścierki, uważając aby nie przysypać chleba zbyt dużą ilością mąki) lub szybko i ostrożnie przenieść chleb do garnka w oprószonych mąką dłoniach).
    20131019_111713Należy uważać, bo garnek będzie bardzo gorący! Garnek przykryć i piec przez 30 minut. Zdjąć pokrywę i piec dalej, aż chleb będzie dobrze zrumieniony ale nie przypalony przez 15 – 30 minut (zwykle piekę 20 minut, po 5 minutach pieczenia licząc od zdjęcia pokrywy kładę na chlebie kawałek folii aluminiowej, aby wierzch się nie przypalił i był idealnie zrumieniony).

20130313_101253

  • Wyjąć garnek z chlebem z piekarnika, otworzyć, po kilku minutach wyjąć chleb z garnka i odłożyć na metalową kratkę do całkowitego ostudzenia. Pokroić po ostudzeniu. Z czerstwego chleba można zrobić pyszne grzanki z tostera.

Przepis zaczerpnięty z Kwestii Smaku.

Ach i jeszcze jedno! zostało 7 dni… :)

8 dni pozostało.

Wielkie odliczanie czas zacząć. Nie więcej niż 8 dni dzieli mnie od zobaczenia najcudowniejszego bobaska na świecie! Rozpiera mnie radość, duma i miliony innych uczuć, których istnienia w sobie nie podejrzewałam.

Dziś jest też ostatni „dotychczasowy” dzień. Dawniej pisałam, że moja ciąża jest zagrożona i istnieje duże ryzyko, iż Maluch będzie chciał opuścić bezpieczne schronienie dużo wcześniej, aniżeli umówiony termin porodu. Z tego względu od dawien dawna, nie pamiętam już kiedy zaczęłam, przyjmowałam multum różnorakich leków: rozkurczające, obniżające ciśnienie i inne o zbliżonym działaniu, by nie rodzić zbyt wcześnie. Dodatkowo zostałam nastraszona, że jeżeli nie zacznę się oszczędzać ruchowo, to położą mnie na Madalińskiego na patologii. Uuuuu… Nie, to nie fajne by było. Tak więc leżałam więcej jak ten kurz na meblach, po schodach chodziłam nie za często, a jeśli już to z eskortą w postaci członka rodziny, teraz już wcale – zazdroszczę moim kotom, one to cały czas po tych schodach: w górę i w dół, w górę i w dół, jak opętane. Ale za to jakie mięśnie one mają! I to bez cellulitu! A ja? Ech… W lustro chwilowo nie patrzę, bo i po co się denerwować? Przecież piszę, że tylko leżę, nie chodzę, nie biegam po schodach i nie robię nic, co by mogło wpłynąć na szybszy poród. Ani na wygląd i kondycję mojej skóry tu i tam…

leki

Dodatkowo te wszystkie fajne leki wzmagają nic-nie-robienie. Bo już się nie chce, nie ma się siły, a rękę podnieść i wskazać coś palcem to już i tak nadmierny wysiłek. Tak więc dziś jest ostatni dzień lekowy. Od jutra zgodnie ze wskazaniami lekarza brać większości leków nie będę! Ta daaam! Normalnie świętowałabym, taka okoliczność się przecież szybko nie powtórzy, tyle że nie mogę. Kupiłabym chociaż mężowi piwo, co by mógł wypić moje zdrowie, ale sklep daleko. A ja samochodu nie mam chwilowo. Chyba chwilowo.

Podsumowując: od jutra moje samopoczucie będzie lepsze, energii będę miała więcej, wcześniej wstanę z łóżka (albo niekoniecznie) i obiecuję, że postaram się tłuc mniej naczyń niż dotychczas. Podobno wiara czyni cuda, w to, co napisałam wierzę, więc musi stać się cud. I będzie – najpóźniej za 8 dni…

Będąca już niedługo Matką.

Przepraszam, muszę… Zaraz wracam :)

Już miałam spokój, a już było tak dobrze… Pęcherz to nie zabawka! Tak jej powtarzam. A ona? No cóż, jeszcze mnie nie słucha :D Jednak końcówka ciąży wcale nie jest lepsza. Wc – przybywam!

pecherz

Początek był trudny, nawet bardzo trudny i w zasadzie dużo gorszy. Zew natury wzywał średnio raz na pół godziny, zupełnie nie zwracając uwagi na okoliczności. W sklepie, urzędzie, w samochodzie, w odwiedzinach i innych miejscach. Najdziwniej mi było u komornika… Okoliczności zmusiły mnie wraz z osobami towarzyszącymi na udanie się do tego jakże nielubianego miejsca. Ale co zrobić, jak mus to mus! Przeprowadziłam wcześniej kalkulację: skorzystam przed wyjściem, potem zahaczymy  o centrum handlowe (tu też), komornik i na obiad do knajpki, gdzie też będą możliwości. Mój plan był perfekcyjny do czasu, gdy zaczęłam go realizować. Jak zwykle za późno wyszło się z domu, więc czas nie został wykorzystany w taki sposób na jaki wskazywałby powyższy opis. I tym sposobem mój pęcherz był u skraju wytrzymałości w czasie wizyty u… komornika. Pytam się grzecznie Panienki za biurkiem, gdzie jest toaleta dla petentów, na co słyszę zaskakujące „NIE MA” o_O  No zgłupiałam, jak może nie być WC dla interesantów?! Więc jeszcze raz pytam się, jeszcze raz z uśmiechem na ustach, czy w takim wypadku gdzie najbliżej można skorzystać, a rzeczona Panienka nie wie… No w tym momencie już troszkę się zapowietrzyłam i jednocześnie oświadczyłam, co o tym myślę: że jestem w ciąży, sikam wszędzie jak złośliwy kocur i wcale to nie oznacza, że znaczę teren. Panienka chyba zrozumiała aluzję, gdyż strzelając cegłę wskazała mi toaletę dla personelu. Ufffff, co to była za ulga :)

Pozdrawiam,
Mająca potrzeby Takie Jak Matka

Zielona herbatka.

green

 

Nie wiem skąd to się wzięło, ale w ostatnim czasie często widzę pytania kobiet w ciąży o zieloną herbatę. Czy można ją pić? Hę? A niby czemu nie? Zawiera antyoksydanty, opóźnia procesy starzenia, jest smaczna, dobrze nawadnia w przeciwieństwie do wielu innych napojów przyjmowanych w ciąży. No wybaczcie, ale jasny szlag mnie trafia przy takich pytaniach. Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości:

ZIELONĄ HERBATĘ MOŻNA PIĆ W CIĄŻY. To tyle.

Czego bym nie poleciła pić w ciąży? Alkoholu, napojów gazowanych w tym również takich jak „kola”, napojów słodzonych, syropów do rozcieńczania. Gwarantuję, że wypijane w niebotycznych ilościach będą szkodziły. A Maluszek w brzuchu wcale za nie nie będzie nam dziękował.

pink

No to rzuciłam już teorią, a jak wygląda moja praktyka? Yyyy, no dobra, przyznam się J Lubię Fantę, średnio raz na tydzień muszę wypić choć jedną puszkę, od razu lepiej się czuję i humor mi się poprawia, taka moja ciążowa zachcianka i dobrze mi z nią :P A poza tym? Eeeee, leniwa jestem, więc niewiele. Woda to moja codzienna siła napędowa, co najmniej butelka. Jak nie daje rady wypić butelki, to sobie część rozleję, a co! W ciąży mogę :D  Bo na przykład nie trafię do kubka. Lubię też kawę. Jestem niskociśnieniowiec, przyjmuję leki jeszcze dodatkowo obniżające ciśnienie, więc mogę. Ale tylko z mlekiem – to już mój wymysł, bo wiecie, że mleko zawiera tak ważny wapń? Ok., to trochę takie placebo, żebym się lepiej psychicznie poczuła, bo kofeina zapobiega wchłanianiu wapnia, tak więc piję kawę. Herbatę oczywiście też piję. Najczęściej z cytryną, tutaj znowu ze względu na witaminę C, która uszczelnia naczynia krwionośne, czyli przy porodzie jest szansa, że nie będę krwawiła jak ta świnka podczas ćwiartowania. I znów wpadamy w pułapkę dobrych zamiarów, bo ani w cytrynie nie znowuż tak wiele Wit. C, ani nie ma jej już prawie wcale gorącej herbacie, bo ucieka z gorącego napoju…

biała

I chyba więcej już nic nie piję. Podsumowując, będąc w ciąży piję kawę dla smaku, bo nic więcej z tego nie wynika, herbatę też, bo i tam więcej nie znajdę oraz wodę i fantę, od której ładuję się cukrem. Przecież jestem w ciąży – mogę J

Miłego wieczoru, idę zadzwonić do Męża, by po drodze kupił puszkę Fanty, zapasy się skończyły,

(Nie) Rozważna Tak Jak Matka

Krzywdząc własne dziecko…

Nie rozumiem, nie dociera to do mnie, drżą mi ręce, a w głowie mętlik. Jak można dopuścić się takich czynów własnemu dziecku, własnej córce, siostrze? Jakie bagno ci ludzie muszą mieć zamiast mózgu w czaszce? Grzechotkę?! Samo czytanie o gwałcie wywołuje niesmak, lekkie przerażenie, współczucie, a czytając, że sytuacja dotyczy dziecka, córki, dziewczynki dwunastoletniej, lekko upośledzonej umysłowo – nie potrafię i nie chcę opisać uczuć, które w tej chwili mną targają. Takie zezwierzęcenie ludzi jest przerażające, a kara powinna być współmierna do wyrządzonej krzywdy. Tylko po czym poznać, że kara jest adekwatna do czynu wykonywanego, powtarzanego przez długie miesiące, nagminnie wykorzystując bezbronne dziecko? Kara powinna być również długotrwała i za każdym razem powinna boleć coraz bardziej i bardziej. To dziecko nie miało wyboru, nie wiedziało, że tak się dziać nie powinno, mało tego, matka dziewczynki o wszystkim wiedziała i nic nie zrobiła! Niektórzy nie powinni mieć dzieci, nie powinni wiedzieć jakimi sposobami „robi” się dzieci, później wykorzystując te wiedzę przeciwko własnemu dziecku! Być matką w takim wydaniu? Nie, to nie na moje siły, takich ludzi można by rozszarpać własnymi rękoma i jeszcze mieć z tego satysfakcje. Przynajmniej ja bym miała. Poniżej link do artykułu, o którym mowa.


http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=%2F20141013%2FREGION02%2F141019931

Poród SN czy CC? Kto o tym decyduje?

Zanim zaszłam w ciążę już wiedziałam jak będę rodzić. Zanim zaczęłam odczuwać potrzebę macierzyństwa – już wiedziałam jak będę rodzić. Ja nawet wiedziałam jak będę rodzić zanim miałam partnera do tych niecnych czynów! Ale czy to na pewno tylko i wyłącznie mój wybór?  :roll:

Od zawsze byłam zdecydowana na cesarskie cięcie. Albo inaczej, wiedziałam, że nie chcę porodu naturalnego, bo… się boję :P A cesarka? Proste: kładą Cię na stole, rach-CIACH i po operacji, dziecko wyjęte, Ty zszyta, odpoczywasz. Nie czekasz na skurcze, nie męczysz się godzinami – a i tak przy porodzie siłami natury nigdy nie wiesz, czy nie skończysz na stole operacyjnym. Jeśli mam wybór i mogę wybrać opcję mniej bolesną, to czemu nie? Masochistką nie jestem, żeby sama w siebie piorunami ciskać. Fakt, po cesarce kobieta niejednokrotnie dłużej do siebie dochodzi, ale skąd mam wiedzieć, czy dziecko w czasie porodu naturalnego nie utknie w drogach rodnych? Czy nie będzie porodu kleszczowego? Czy nie zaplącze się w pępowinę? Czy mnie nie porozrywa do nieprzytomności matki, bo dziecko będzie duże? Nie wiem. Nie wiem, nie chcę tego wiedzieć i wolę nie ryzykować.

Zatem wybrałam! Będę rodzić przez cesarskie cięcie. Mam wyznaczoną datę, a nawet godzinę porodu, wiem, że będzie trwał 15-20 minut. Całkiem nieźle, prawda? I tu rodzi się pytanie, czy ten wybór na pewno należy tylko do mnie? Jak się powoli okazuje – nie bardzo. Już pięknie sobie wszystko zaplanowałam, a nienarodzony członek rodziny zdaje się mieć plany zgoła inne aniżeli ja. Taka sytuacja: 35 tc, brzuch nisko i skurcze. Skurcze – ok., mogą być, ale kilka dziennie, a u mnie? Kilkanaście i to mocne, a do tego czuję jak z całym impetem momentami napierają na szyjkę i tak już skróconą. Na cesarkę w takim wypadku już nie ma co liczyć, przecież nie mogę mojego lekarza zerwać z domowych pieleszy wtedy, kiedy Amelka tak zadecyduje :)  Cóż… nie pozostało nic innego, jak wyczekiwać odpowiedniego momentu, bo dotrwanie do terminu graniczy z cudem. Jest jednak i dobra strona, nasza Amelka prawdopodobnie będzie z nami już niedługo, szybciej niż się spodziewaliśmy :) I już jest powód do radości :)

Masz plany? Jakie plany? Życie i tak pokieruje Cię własną drogą :)

Z wyrazami szacunku dla planów, jakie dla mnie przygotowało życie,
próbująca się zachowywać Tak Jak Matka.

Wyprawka – ubranka

Termin porodu zbliża się wielkimi krokami, a Kruszyna wierzga nóżkami tak, jakby chciała już być po tej stronie z nami :) No, ale zanim się pojawi należy wszystko ładnie przygotować na jej przybycie, co by mogła po otwarciu przez Mamę szafy od pierwszych dni życia myśleć sobie: „Co ja mam tu na siebie włożyć?!” Jak każda kobieta przecież musi mieć wybór :D

2014-09-21 16.00.48

Jak więc skompletować ubranka dla Niemowlęcia? Wiem jedno – nie tak jak ja :)

Początkowo obiacane miałam od znajomych dwa kartony (duże) ubranek takich do pierwszego pół roku życia, więc nie zajmowałam myśli ciuszkami, a skupiłam się na tym, by wyszykować dla Amelki wszystko pozostałe. W siódmym miesiącu ciąży już nie mogłam się doczekać prania i prasowania, więc wybraliśmy się razem z M. po kartony łaszków z uśmiechami na twarzy. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że… żadnych kartonów NIE MA! Mina mi zrzedła, panika w myśli – na pewno już nie zdążę kupić nic ciekawego! Wyszło na to, że mężowie tak się dogadywali na temat ciuszków i obiecywali przekazanie, nie zauważając, iż znajoma już dawno je przekazała dalej… Faceci…

Czym prędzej chciałam gnać do domu, by móc rozpuścić wici o ciąży, oczekiwaniu na Dzidzię – dziewczynkę i jakiekolwiek ubranka! Ale tak nie wypada: przyjechać w odwiedziny po czym stwierdzić „A, jednak nie macie dla nas ciuszków???” i uciec :D Toteż grzecznie wysiedziałam jak kura na grzędzie odpowiedni czas herbaciany i się zwinęliśmy.

Plotki o ciąży i dziewczynce w drodze rozpuszczone, zaczęło się czekanie… Nie, no przecież bezczynnie czekać nie można. A jeśli nikt ze znajomych nic nie ma? A jeśli nie będą mi się podobać? A jeśli będą tylko na chłopca (wśród znajomych większość ma potomstwo męskie)? A jeśli nie znajdę nic przed porodem? A jeśli, a jeśli…? Bo ja panikara troszkę jestem i muszę mieć wszystko gotowe wcześniej i to na TIP-TOP! Zabrałam się do roboty.

2014-09-21 15.57.51

Odwiedziłam kilka miejsc:

  1. SMYK – ubranka nowe, przecież na dziecku nie będę oszczędzać! No rewelacja! Piękne kolory, takie żywe! Same superlatywy. Do czasu, kiedy ich nie wyprałam. Pranie nastawione na delikatne, krótkie, płyny użyte tylko odpowiednie dla dzieci i co? Dziura! Piękna, wprawdzie niewielka, ale przecież na wylot DZIURA! Przy zatrzasku szwy puściły, a Amelka jeszcze nie zdążyła nawet raz założyć :(
  2. Grupy sprzedażowe na FB – postawiłam na używane. Wyprane nie raz, bez dziurek, a chemia użyta do produkcji, koloryzacji ubranek dawno już zneutralizowana. Kilka sztuk wybrane, zaklepane, kupione.
  3. Allegro – nadal używane, a przynajmniej tak myślałam. Całe paczki w określonym rozmiarze za grosze. Kupiłam. Chyba ze 4 paczki – przecież mojemu Dziecku nie może niczego zabraknąć! I taka sytuacja: zanim się zorientowałam zakupiłam między innymi śliczne, cukierkowe, letnie (!), jak się później okazało także nowe sukieneczki… Hmm… Nieeeee, to przecież zupełnie nie przeszkadza, że będę rodzić na jesieni i praktycznie ŻADNEJ sukieneczki Amelce nie założę… A może jednak? No nie wiem… Później będę się martwić, co z tym nadmiarem zrobić.
  4. Grupy na FB zostały dodane do ulubionych i widzę, co na nich się dzieje… Oprzeć się pokusie kupienia zaledwie kilka ciuszków?! Nie ma mowy :D Zresztą zbrodnią byłoby nie skorzystać – wyświetliła się informacja, że kobitka chce oddać jedynie za KW całą reklamówkę ubranek dla dziewczynki, stan idealny lub bardzo dobry (gorsze poszły pewnie na ścierki do sprzątania). Warunek: kto pierwszy ten lepszy… Patrzę na ten post. Policzyłam do dziesięciu. Nadal nikt nie napisał. No i co miałam zrobić? No co? Przecież te ciuszki czekały na mnie! Napisałam, czekam na paczkę.
  5. O! No tak, przecież przekazałam informację po rodzinie i znajomych, że potrzebuję ciuszków dla Małej. Okazało się, że niektórzy jednak mają dziewczynki – większe lub mniejsze. Jak to, ja nie przyjmę? Oczywiście, że przyjmę, biorę co kto ma! Kolejne kartony do wypakowania przybyły. Ubranka są piękne :) Otrzymałam takie, których wcześniej nie oddali, bo chcieli sprzedać, rodzyneczki ulubione i najlepiej utrzymane. Po 3 latach nadal żadna z nich nic nie sprzedała, więc najlepszą decyzją okazało się oddanie.

2014-09-21 15.58.42

Wnioski:

  • Ubranka dla Amelki mam na najbliższe 4 lata.
  • W ciągu pierwszego pół roku, pod warunkiem, że będę zmieniać ciuszki Amelce dwa razy dziennie, istnieje szansa, że założy prawie wszystko chociaż raz.
  • Wydamy ogromne pieniądze na ogrzewanie tej zimy, żebym mogła zobaczyć jak moje Dziecko wygląda w letnich sukienkach, zanim z nich wyrośnie :D .
  • Ciuszki nowe NIE SĄ lepsze od używanych.
  • Małe komódki lub szafki na ubranka dla oczekiwanego Szczęścia są zbędne, niewydajne, ba! W chwili obecnej jestem zdania, że jakiekolwiek szafki i komody będą za małe.
  • Nie należy wpadać w panikę ubraniową i kupować jak popadnie – ubranka zawsze się znajdą.
  • Intensywniej używać głowy przy kolejnych zakupach :D .

 Plan na przyszły rok: „zarobić” na własnej głupocie :) Coś z tymi wszystkimi ciuszkami trzeba będzie przecież zrobić!

 Udanej  niedzieli życzy:

Próbująca zachowywać się Tak Jak Matka :)